MENU
Szukaj
SZUKAJ Zamknij
Tło
fundusz VCRozwój startupów
11 lipca 2024

Startup to nie scale-up. Ale może nim zostać

Scale-upy, choć wyrastają ze startupów, reprezentują odmienne etapy rozwoju spółki. Różni je nie tylko zasięg prowadzonej działalności, ale też strategia i wytyczone cele. Jak podchodzi do tego podziału rynek? Pytamy o to Dianę Koziarską, managing partnerkę SMOK VC.

Scale-up vs. startup

Młode, czyli działające na rynku z reguły poniżej 10 lat, innowacyjne spółki określane są mianem startupów. Kiedy dojrzeją, przekształcają się w scale-upy. Tymczasem zdarza się, że rynek wciąż nazywa je startupami. Trudno jednak mówić o startupie, kiedy firma działa od dekady i z sukcesem weszła na międzynarodowe rynki, zwiększając kilkunastokrotnie przychody, a do tego zatrudnia dziesiątki a nawet setki osób. Postanowiliśmy wyjaśnić, na czym polega różnica między tymi dwoma etapami działalności spółek.

Przede wszystkim scale-up jest spółką, która przeszła już fazę startupu, a co za tym idzie: udowodniła, że ma rentowny model biznesowy i koncentruje się teraz na jego skalowaniu. Scale-upy mogą już pochwalić się systematycznym wzrostem przychodów i klientów. Są to spółki, które mają za sobą okres wysokiej niepewności, co do kierunku działania i osiągnęły względną stabilność biznesową. Daje im to podstawy, aby wchodzić z biznesem na nowe rynki.

Tymczasem startupy najczęściej mają ograniczone środki finansowe, w związku z czym szukają finansowania zewnętrznego (m.in. wśród funduszy kapitałowych i aniołów biznesu). Startupy, które są na wczesnym etapie działania, niejednokrotnie dopiero poznają rynek venture capital i korzystają z programów akceleracyjnych. Dla nich smart money, które może wnieść inwestor do spółki, jest niezwykle cenne. Startupy dysponują małym zespołem, który często składa się z założycieli i tylko kilku kluczowych pracowników. Ma to też swoją zaletę: zespół startupu może działać elastycznie, zmieniać strategie, a nawet pivotować, co nie będzie aż tak dużym obciążeniem dla firmy, jak w przypadku dojrzałych przedsiębiorstw. Scale-up, z racji tego, że posiada większy i bardziej zorganizowany zespół, aż takiej elastyczności w działaniu nie ma.

Ze względu na to, że scale-upy są bardziej rozwinięte, potrzebują większych nakładów finansowych na dalszy rozwój. A jeśli decydują się na kolejne rundy inwestycyjne, są to już serie B, C i dalsze. Dla inwestorów oznacza to z kolei potencjalnie większy zysk z inwestycji. Rentowność scale-upów jest też łatwiejsza do przewidzenia – skoro do tej pory spółka odniosła sukces, stanowi to przesłankę do tego, że będzie odnosiła dalsze sukcesy. Łatwiej też oszacować, w jakim tempie firma może rosnąć. Jeśli natomiast mówimy o startupach, szczególnie tych będących w początkowej fazie rozwoju, są to inwestycje wysokiego ryzyka. Jak wielkiego, pokazują to doświadczenia ubiegłych lat – średnio 9 na 10 startupów upada w pierwszych latach działania.

Rynek nie przywiązuje wagi do nazw

Uczestnicy ekosystemu startupowego, do których zaliczają się również inwestorzy prywatni i fundusze ventur capital, nie zawsze rozgraniczają te dwa pojęcia. W ich postrzeganiu scale-up jest też startupem i nie zaprzątają sobie głowy, aby to precyzować. Często można za to usłyszeć, że dany podmiot inwestuje w startupy na etapie pre-seed i seed bądź inwestuje w dojrzałe startupy, które zbieraja rundę A, B i kolejne.

Nie istnieje natomiast definicja, która opisywałaby dokładnie, od jakiego poziomu wielkości startup należy traktować jako scale-up. – Nie ma jasnej granicy między startupem a scale-upem. Tak naprawdę do momentu zmiany strategii, akwizycji czy exitu, trudno zweryfikować, na jakim etapie rozwoju jest spółka – jeszcze jest startupem, czy już osiągnęła poziom dojrzałości, jaki przypisujemy scale-upom – mówi Diana Koziarska, managing partnerka SMOK VC.

Jednocześnie zastanawia się, czy w ogóle jest potrzeba takiego rozróżnienia. – Inwestorzy patrzą na rundy i wyceny – to mnie obchodzi. Jako inwestor mam zdefiniowane, w jakich branżach inwestuję, na jakich wycenach i jaki jest podział udziałów w spółce. Są to praktyczne informacje. Z kolei podział na startupy i scale-upy może być stosowany bardziej w celu uporządkowania wiedzy, na przykład na konferencjach czy poziomów rund inwestycyjnych – komentuje ekspertka.

Po czym poznać, że startup ma potencjał na przekształcenie się w scale-up? – Jest to ta sama odpowiedź, co na pytanie: jak znaleźć dobrą inwestycję. Patrzymy najpierw na zespół, czyli jakie ma osiągnięcia, kompetencje, w jakiej branży wcześniej działał. Jeśli founderka lub founder jest seryjnym przedsiębiorcą, wtedy jest najłatwiej ocenić. Ale mogą sprawdzić się również osoby, które dopiero budują swoją pozycję na rynku. Patrzymy wtedy na ich network i czy są ekspertami w swojej branży – mówi Diana Koziarska. Inwestorzy zwracają uwagę też na takie aspekty, jak model biznesowy spółki, rodzaj branży i czy rozwiązanie, jakie oferuje spółka jest w trendzie wzrostowym, a także, czy klienci faktycznie chcą płacić za ich usługi.

Można więc przyjąć, że uzyskanie statusu scale-upu zależy bardziej od osiągnięć biznesowych niż od konkretnej liczby lat działania na rynku (z analiz rynku wynika, że spółki osiągają status scale-upu często w ciągu 3-5 lat od powstania). Skupienie się więc na osiągnięciu tych wskaźników pomoże startupowi przejść do etapu scale-upu. Warto przy tym mieć na uwadze, że przejście od startupu do scale-upu może znacząco różnić się w zależności od takich czynników, jak wspomniane już branża i model biznesowy, a także tempo innowacji, dostęp do kapitału, strategia zarządzania czy warunki rynkowe.