MENU
Szukaj
SZUKAJ Zamknij
Tło
ESGfundusz VC
25 marca 2024

ESG to obowiązek, który opłaci się spółkom

Spółki i fundusze impactowe świecą przykładem - pokazują, że warto ponieść koszt związany z zieloną transformacją. Z Konradem Sitnikiem, współzałożycielem i partnerem EEC Ventures, rozmawiamy o konieczności stosowania regulacji dotyczących ESG i ich wpływie na rozwój startupów.

Rośnie zapotrzebowanie na spółki, które mają wpływ

Choć wiele firm w Polsce zbudowało już podwaliny do prowadzenia biznesu z uwzględnieniem wskaźników ESG, czyli wpływu na środowisko, odpowiedzialności społecznej i ładu korporacyjnego, wciąż stosunkowo niewiele z nich poszło o krok dalej i wdrożyło je w życie. Tam zaś, gdzie stosuje się wskaźniki ESG, nie zawsze są to działania na poziomie zaawansowanym. Dotyczy to szczególnie sektora małych i średnich przedsiębiorstw, które w dużej mierze nie mają zbyt wielkiej świadomości, jeśli chodzi o wyzwania, jakie przed nimi stoją. I choć do pewnego stopnia mogłoby to być zrozumiałe (zważywszy na to, że obostrzenia związane z zielonym ładem obejmują w pierwszej kolejności duże przedsiębiorstwa), patrząc z perspektywy całego łańcucha dostaw, właściciele MŚP powinni zacząć działać w tym zakresie o wiele wcześniej niż jest to wymagane przez regulacje unijne.

Pionierami we wdrażaniu i propagowaniu rozwiązań zielonej transformacji zdecydowanie są spółki impactowe, czyli przedsiębiorstwa, które wywierają pozytywny wpływ na otoczenie, czyli z definicji prowadzą biznes w sposób odpowiedzialny – zarówno na poziomie dbania o środowisko, jak i właściwego dbania o pracowników czy kierowania się dobrymi praktykami w biznesie. Jak słusznie zwraca uwagę Konrad Sitnik, co-founder & partner EEC Ventures, regulacje dotyczące ESG wymuszają obecnie na dużych spółach bardziej odpowiedzialne podejście do kwestii zrównoważonego rozwoju, a to z kolei tworzy popyt na usługi oferowane przez startupy impactowe. – Regulacje unijne nawet jeśli na dziś nie wpływają bezpośrednio na startupy impactowe, pośrednio tworzą korzystne otoczenie rynkowe dla tego typu podmiotów – mówi Sitnik. I dodaje: – Zasadność działań impactowych nie powinna wynikać z przepisów i towarzyszących temu sankcji, lecz ze świadomości, że przyzwoitość w relacjach społecznych oraz szacunek dla otaczającego nas środowiska naturalnego w długim horyzoncie czasowym wszystkim się opłaca – komentuje partner funduszu inwestycyjnego. Podkreśla jednocześnie, że obecność spółek impactowych w biznesowym ekosystemie jest jedną z miar dojrzałości gospodarki.

Mimo pozytywnych aspektów wynikających z wdrażania zrównoważonego rozwoju, wielu przedsiębiorcom ESG wciąż kojarzy się z dużymi wydatkami, których nie chcą ponosić. – Nawet jeśli dla największych spółek o złożonych modelach biznesowych, jakimi na przykład są banki, jest to nominalnie duży koszt, to wraz z upowszechnieniem się standardów i wypracowaniem dobrych praktyk koszt będzie szybko spadał – podkreśla Konrad Sitnik. W jego ocenie dla małego biznesu wskazane wręcz jest, aby ESG nie było tylko problemem zarządów i właścicieli firm, lecz by zasada 6R (rethink, refuse, reduce, reuse, recycle, recover) stała się elementem kultury organizacyjnej na każdym szczeblu spółki. – W małych firmach – zgodnie z zasadą Pareto – 80 proc. pożądanego efektu środowiskowego można byłoby uzyskać przy kosztach zerowych lub zbliżonych do zera – twierdzi Sitnik.

Inwestorzy wymagają transparentności w zakresie ESG

Zielona transformacja odczuwana jest przez fundusze venture capital – nie tylko od strony biznesowej, ale przede wszystkim regulacyjnej. Komisja Nadzoru Finansowego sprawdza bowiem, jak fundusze inwestycyjne radzą sobie z wdrożeniem unijnego rozporządzenia Sustainable Finance Disclosure Regulation (zgodnie z nim instytucje finansowe muszą informować o sposobie zarządzania działalnością inwestycyjną w zakresie zrównoważonego rozwoju). – KNF dba przede wszystkim o to, żeby fundusze, które deklarują swoim inwestorom, że stosują się do SFDR, rzeczywiście to robiły. Innymi słowy, aby inwestorzy w fundusze, w szczególności inwestorzy nieprofesjonalni, nie byli wprowadzani w błąd – mówi ekspert. I jak podkreśla, dotyczy to wszystkich kategorii funduszy, czyli zarówno tych, które zarządzają aktywami publicznymi, jak i tych, które inwestują w aktywa prywatne (fundusze nieruchomościowe, private equity, venture capital). – Zmiana w kierunku zielonej transformacji w polityce funduszy jest w dużo większym stopniu odzwierciedleniem oczekiwań profesjonalnych inwestorów instytucjonalnych inwestujących w fundusze niż działań organów regulacyjnych – komentuje Konrad Sitnik.

Regulacje te mają na celu – między innymi – przeciwdziałać zjawisku greenwashingu, czyli nie dopuszczać do sytuacji, kiedy firmy zapewniają, że prowadzą działania przyjazne środowisku, gdy w rzeczywistości tak nie jest. Tylko, jak nie dać się nabrać nieuczciwym founderom i nie finansować spółek, które stosują greenwashing? – Doświadczony inwestor, który zgodnie ze sztuką przeprowadzi dogłębny proces due dilligence, nie powinien dać się nabrać. Problem jest wtedy, kiedy fundusz chce dać się nabrać lub nawet zachęca startup do greenwashingu, żeby zadowolić swoich inwestorów – zauważa Sitnik.

Fundusz EEC Ventures, którego partnerem jest Sitnik, koncentruje się na inwestycjach w startupy impactowe. W obszarze ich zainteresowań są rozwiązania umożliwiające „wielkoskalowy impact”. W portfolio funduszu znajduje się m.in. startup TakeTask, który za pomocą mobilnej platformy odpowiada na problem zarządzania rozproszonymi grupami pracowników. Innym przykładem jest spółka SmokeD, która wykorzystuje AI do przeciwdziałania pożarom lasów. Jak podkreśla nasz rozmówca, już znacząca liczba lasów w Polsce korzysta z tego rozwiązania, a sama spółka sprzedaje produkty na trzech kontynentach.